|
|
.:
W poszukiwaniu pierogów z grilla
Dzień pierwszy (Żydowska Wyprawa) 9 lipca 2003
7:00 - bardzo (bardzo) wcześnie rano, pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy to obrócić się na drugi bok, jednak wiem że nie tego uczyli mnie w West Point, zarzucam więc hamstwo i skłonność do opierdalaniea się i do chyżo zjadłem jajecznicę i wskakuje na rower od Wuja (Leszka Mameszka). Po paru minutach jazdy dochodzę do wniosku, że coś mi tu nie pasuje, po kolejnych kilometrach przypomniałem sobie, że do roweru mam przypięte sakwy, które ważą około 15 kg. Bardzo zadowolony z tego, że zrozumiałem o co tu chodzi dojechałem do domu na kurzej stopce, w którym mieszka Kangur. On także śmieje się od ucha do ucha bo nie ma jeszcze rozpiepszonej ośki. Nie wiele brakowała a na samym początku wycieczki zebralibyśmy krwawe żniwa. Na szczęście powstrzymaliśmy się od przejechania pewnej seksownej babci. Pierwszy odcinek Cieplice-Goduszyn-Siedlęcin to niezłe zapinanie pod górę na całego, później za to można poczuć prawdziwy luz i wiatr rozwiewający włosy. Tak jest do Wlenia, a może nawet dalej, ale tego nie jestem w stanie na razie dowieść gdyż Kangurowi wygięła się ośka i z robiła się zajebista cętra. Co prawda rozbiliśmy bajzel na przestanku autobusowym, ale nie pomogła nawet szesnastka od Walka Gibały. Przez chwilą Kangur złapał stopa do Lwóka Ślązkiego gdzie prawdopodobnie dokona zakupu całego koła (sic! Ale wydatek!!), mam nadzieję (cichą), że przyjedzie tu za jakąś godzinę i będziemy mogli kontynuować naszą jazdę. Szczerze mówiąc nie mam ochoty tkwić na przystanku autobusowym w Łupkach i jarać trawy z pobliskich łąki. Na razie tyle, oddaje głos do studia.
|
Dane z komputera pokładowego:
|
|
przejechana odleglosc:
|
109.19 km
|
|
Czas jazdy:
|
5:54:46
|
|
Maksymalna predkość:
|
46.1 km/h
|
Dzień drugi
b.d
|
Dane z komputera pokładowego:
|
|
przejechana odleglosc:
|
102,12 km
|
|
Czas jazdy:
|
6:00:00
|
|
Maksymalna predkość:
|
45,2 km/h
|
Dzień trzeci
Pierogów z grilla nadal nie znaleźliśmy, więc jedziemy dalej. Teraz siedzimy w Chinie - totalne zadupie, którego nie ma na mapie. Nie mogę pisać bo mam zdrętwiałą dłoń od trzymania kierownicy!!
Dzisiaj przedzieraliśmy się przez łąki a później wyjechaliśmy na drogę na której włącza się padawka. Dobrze, że kupiłem szwedzkie siodło bo na tych kamieniach odpadają jaja. W Jelonce chirurdzy będą mieli ręce pełne roboty i dwie amputacje zdrętwiałych palców i wszczepienie sztucznego kolana. Kobieta w sklepie jest tak pijana, że nie wie jak się nazywa i gdzie mieszka
Jeszcze jedna rzecz. W China-town nie mam zasięgu. Wacław właśnie obmyśla dalszy plan działania i już sam nie wie co bredzi. Przez ostatnie dwie godziny krążymy w kółko. Pani w "Zajeździe pod Złotą Podkową" nie jest nam w stanie pomoc bo chlapnęła sobie dla odwagi.. Nie ma to jak picie w pracy.
Przypałętali się jacyś blokersi i bawią się w przypalanie muchy. Zaraz pójdę w kimę i chuj!!!
Własnie sobie urządzili sobie turniej w zabijanie muchy butelką po piwie:
"Kurwa, kurwa, chuj, kurwa, zabij ją (...)
Co ty farmazonisz, czerwone koło, kura (...)"
- przewodnik stada
|
Dane z komputera pokładowego:
|
|
przejechana odleglosc:
|
105,25 km
|
|
Czas jazdy:
|
6:25:03 h
|
|
Maksymalna predkość:
|
43.6 km/h
|
Dzień czwarty
Jak nie urok to sraczka! Właśnie Wacławowi rozwaliła się sakwa. Siedzimy u jakiś ludzi co uprawiają hodowle ślimaków. Dzisiaj miał być dzień odpoczynku, ale zapierdalamy jak dzikie żbiki. Planujemy dojechać do Sttutgardu a może nawet dalej. Przy okazji chcemy zwiedzić fabrykę mercedesa.
Już 4 dzień jedziemy a jesteśmy już wykończeni. Nie wiem jak Ełzebia (Guzik) dała rade przez miesiąc. Chyba przydałaby mi się kąpiel bo brud mi schodzi płatami.
|
Dane z komputera pokładowego:
|
|
przejechana odleglosc:
|
99,73 km
|
|
Czas jazdy:
|
5:42:00 h
|
|
Maksymalna predkość:
|
37.9 km/h
|
Dzień piąty i chyba ostatni
7:30 budzimy się totalnie zjebani - jak zwykle, zaraz przyjdzie sołtys i powie że nie można rozbijać namiotu na boisku sportowym. Chciałem powiesić brudne rzeczy na poprzeczce, ale Kangur powiedział, że jest cała w odchodach okolicznego ptactwa. Wczoraj zdarzył się cud Kangur po raz pierwszy poprawnie wypowiedział nazwę miasta przez które jechaliśmy, trzeba to oblać!!! Dobra, dobra już to oblaliśmy dwoma zupkami chińskimi. Dzisiaj na szczęście nie ma nic na śniadanie, więc zbierzemy się szybko.
|
Dane z komputera pokładowego:
|
|
przejechana odleglosc:
|
109.31 km
|
|
Czas jazdy:
|
5:44:00
|
|
Maksymalna predkość:
|
37,7 km/h
|
Galeria zdjęć
|
.:
Komentarze
| sila |
00:27 09-02-2004 | | nie dzialaja foty!!! |
| Kangur |
10:51 09-02-2004 | | Juz działaja. |
| YESik |
13:54 09-02-2004 | | Bardzo fajne, choć szczerze mówiąc nie zrozuiałem za wiele z tego co tu jest napisane. |
| f. |
20:42 09-02-2004 | | Ja natomiast zrozumiałam wszystko-być może większość po swojemu ;), w każdym razie uśmiałam się \"aż po same kolana\". Gratulejszyn Chłopięta!!! |
|
.:
Dodaj Komentarz
|
|