Totalna Asymilacja Home Kontakt Ankieta
Menu

tri.JPG Home
tri.JPG Artykuły
tri.JPG Chatki
tri.JPG Galerie
tri.JPG Tapety
tri.JPG Linki
tri.JPG WebCamy
tri.JPG Wyprawy
tri.JPG Trasy
tri.JPG Koszulki
tri.JPG Forum
tri.JPG Księga Gości
tri.JPG FAQ

Sonda

Najczęściej na stronie TA odwiedzam:

Artykuły
Chatki
Galerie
Księgę Gości
Linki
WebCamy
Forum
Inne



Zobacz wyniki

Karkonoska_Grupa_GOPR
PTTK
 

arrow.jpg Góra strony arrow.jpg

.: Kotlet schabowy!!

Wrzesień 2002

        Asymilacja zawędruję wszędzie... Tym razem, w składzie: Siła, Monika, Michał, Adrian und Ich, na koncert Pidżamy Porno do Leszna. Co tu dużo pisać, było fantastycznie, a może nawet i lepiej!!!

        Impreza na dobre zaczęła się koło godziny 19. Najpierw salę rozkręciła grupa Fari, serwując dawkę pozytywnych dźwięków reggae. Ciężko było stać bezczynnie w miejscu kumulując siły na najważniejszy punkt koncertu i nie poddać się falującej sali. Po godzinie na scenę wskoczył pewien gość i rozpoczął licytację. Pieniądze z biletów i aukcji Pidżama w całości przeznaczyła na szczytny cel - operację dla chorej fanki. Na pierwszy ogień poszedł plakat ze "Styropianu" z podpisami członków zespołu - cena wywoławcza 10 złotych. Tłum dość opornie zabrał się do podbijania ceny - ta biedna dzisiejsza młodzież. Ktoś podniósł cenę do 20, 25. Nagle z brzegu sali rozległ się głos Kangura, który zdecydował się dać 30. Prowadzący nakręcał atmosferę. Skutecznie. Ktoś dał za plakat 50! Kto? No cóż, trójka szlachetnych Asymilantów - Siła, Yes i Kangus. Szybko wskoczyli na scenę, uścisnęli dłonie z prowadzącymi i niezmiernie zadowoleni stali się właścicielami pidżamowego postera. Licytacja trwała dalej. Poszły kolejne plakaty, potem single i albumy. "Ulice jak stygmaty - absolutne rarytasy" znowu powędrowały do Jeleniej, skusiła się na nie Siłka. Tej świetnej płytki, na dodatek z autografami, za niecałe 40 zetów w żadnym sklepie na pewno nikt nie kupi. Na sam finisz powędrował słynny grabażowy kapelusz i czarna bluza z logiem zespołu. Jakiś pan dał za wyjątkowy zestaw ponad 600 złotych.

        Chwila przygotowań i pojawili się na scenie. Grabaż w bajeranckich pomarańczowych spodniach, "firmowej" koszulce i nieodłącznym elementem swojego image`u, czarnym kapeluszu. Zaczęli grać. Minusem całej imprezy było nagłośnienie. Czasami zamiast wokalu dolatywało z głośników bliżej nieokreślone buczenie. Wszyscy znając teksty piosenek nie mieliśmy na szczęście problemu z rozumieniem słów. Ludzie bawili się świetnie. Atmosfera była niesamowita. Kiedy ktoś popchnięty stracił równowagę i przewrócił się na podłogę, od razu ludzie na około wyciągali do niego ręce podnosząc biedaka do góry. Paru idiotów, którym popychanie ludzi sprawiało największą frajdę oczywiście nie zabrakło. Pod samą sceną było ostro! Tylko dla odważnych :) Nas oczywiście i tam nie zabrakło. Pidżama dawała czadu. Na początek poszły najszybsze kawałki, można się było wypompować ciągłym skakaniem. Cała sala - podobno ok. 600 osób!!! - śpiewała m.in. "Outsidera", "Katarzynę", "Generację", "Ezoteryczny Poznań", czy "Marchef" - z tego co się doliczyłam, zagrali jakieś 25 piosenek! Serca mocniej i szybciej biły przy ulubionych kawałkach :) W którymś momencie Grabaż grzecznie poprosił chłopaków spod sceny, żeby z łaski swojej nie macali jego, tylko swoje dziewczyny, bo wcale nie sprawia mu coś takiego przyjemności. Bawiliśmy się super. Sala cały czas pękała w szwach, z przodu trwało ostre pogo. Po jakimś czasie zaczęli grać spokojniejsze kawałki - "One love", z dedykacją dla wszystkich dziewczyn, "Pryszcze", czy "Chłopcy idą na wojnę" - pozorna chwila na mały odpoczynek.

        Niestety nadszedł i koniec. Na scenę przyszła Asia, dla której zbierano kasę. Wręczyła muzykom kwiaty, podziękowała, na co cała sala odśpiewała jej serdeczne "Sto lat". Ofkors, nie pozwolono Pidżamie odejść tak szybko. Grabaż obiecał na koniec jeszcze 4 kawałki. Imprezę uwieńczyła skandowana przed tłum "Gloria" i nieprzyjemny incydent. Jakiś debil wskoczył na scenę i zabrał wokaliście kapelusz. Nieźle wpieniony Grabaż w odpowiedzi na chamstwo odebrał swoją własność i zakończył koncert. Szkoda, że w taki sposób.

        Ochroniarze wypędzili wszystkich z sali. Było trochę po 23. Do pociągu mieliśmy całe 4 godziny. Posiedzieliśmy chwilę przez Domem Kultury, w którym grali. Wypiliśmy trzy butelki Łysonia i zmarznięci niemiłosiernie poszliśmy na dworzec. Tam czekało nas niekrótkie oczekiwanie na pociąg w fantastycznej dworcowej restauracji i poczekalni. Wymieniliśmy opinie o koncercie między sobą i czekającymi na transport punkowcami. Mówię wam, nie ma jak leżenie na drewnianych ławkach i ciągnące się za sobą godziny.

        W końcu jednak doczekaliśmy się 3:08 i wsiedliśmy do pociągu relacji Gdynia - Szklarska Poręba. Podróż, to kolejne wygody w postaci leżenia na korytarzu do samego Wrocławia. Potem jacyś kolesie zwolnili przedział i ładując się tam, zasnęliśmy błogim snem ludzi wyczerpanych krańcowo. Pozdrowienia dla pana konduktora, który zamaszyście gdzieś koło 6, budząc wszystkich dookoła, otworzył drzwi przedziału i zażądał od nas biletów.

        Ale, co tam wszystkie niedogodności. Warto było! Nawet, narażać się na utratę żołądka ;) Na stronce Pidżamy napisali, że udało się zebrać ponad 10 tyś. Szczególne podziękowania należą się Muńkowi z T.Love, który wpłacił na rzecz Aśki 1500 i Michałowi Wiśniewskiemu z Ich Troje, który wspomógł sprawę 3000!!! Cała dotychczas uzbierana kasa wystarczy na pokrycie połowy kosztów operacji. Pidżamka niedługo rozpoczyna trasę koncertową, na której dalej będą prowadzić zbiórkę. Może zagrają gdzieś blisko... jedziemy? ;)

f.

.: Komentarze
mirinnda 18:06 22-09-2002
no to na kolejny wyjazd i ja się piszę!!! a co do artykułu... hmm musiałabym się głębiej zastanowić, ale jak na pierwszy rzut oka wydaje sie całkiem, całkiem!!! po prostu redaktor naczelna dobrze robi robotę ;) !!!
PanTerka 20:55 04-10-2002
Następnym razem też chcę jechać! A najlepiej żeby to to był koncert Boskiego Michała W. :)) !!!!!!!


.: Dodaj Komentarz
Nick:
Email:
Treść: